My się chyba nigdy nie zmienimy.
Próbujemy przekształcać rzeczywistość
zgodnie z naszymi kaprysami
I nigdy się nie nauczymy,
to przecież oczywiste,
że trzeba się liczyć z konsekwencjami.
Nasze decyzje mają swoją wagę.
Nie zawsze do udźwignięcia
Na zniewagi odpowiadamy zniewagą
I tak aż do odcięcia.
Czy warto ruszyć gówno,
mimo przykrego zapachu?
Czasami nie warto, wręcz trzeba
bo sprzątać w domu należy.
I nie przejmować się cudzym
gdy swoje w domu zalega.
****
Winny jestem pewnej zbrodni,
której jesteście ofiarą.
Musicie chodzić bez spodni
Zdjęlibyście skórę, gdybyście mogli
byleby schłodzić swe ciało.
To prawda, przedobrzyłem z paleniem
Kotły miękną z gorąca
Topi się świat, nawet w cieniu
jak smalec na patelni.
A Wy niczym skwarki, stoicie w słońcu.
Mnie się już nawet nie chce kusić
Lenistwo mnie także dopada.
Nie będę podpałki dokładać
Bo wstyd, nawet nie wypada
Leżącego jeszcze dusić
Diabłu się także urlop należy
jak przysłowiowemu psu buda.
Jak Was, zarazy, nie wybije gorąc
to może wykończy nuda
Dwie świece
Trochę oklepanych róż
Dwa kielichy, wino na stole
Pokrojone w kawałki ciasto czeka
Puste talerze
W piekarniku dochodzi kolacja.
I czekasz na tę jedną chwilę.
Tę, która dziś nie nadejdzie.
I choć tli się w Tobie nadzieja
Rozum mówi, że to nie przejdzie.
Z piekarnika unosi się dym
Przegapiłeś jak zwykle ten moment
Różom nie nalałeś wody
Zwiędły już we flakonie
Pusta butelka po winie,
Jeden kielich nietknięty stoi
Świec stopionych czas już minął
Ciasto w pleśni już tonie.
Czekałeś, jak zwykle, na próżno
Trud Twój, jak zwykle, daremny.
Jak zwykle, zrobiło się późno
Jak zwykle
Śpisz sam
Gdy zrobi się ciemno
Kręci się ziemia
Kręci się wszystko
My się kręcimy
Jak w mrowisku.
Nasze istnienie zależy od innych
Nie ma niewinnych
Wszyscy są winni
Chcąc poznać siebie, patrzymy w gwiazdy,
w sny, horoskopy, kule widzenia
Kładziemy karty bo chyba każdy
chciałby znać powód swego stworzenia.
Musimy wierzyć, musimy wiedzieć
Ciągle musimy siebie oceniać
Lecz zamiast głowę zadzierać w górę
Zacznijmy bardziej lustra doceniać
Kręci się ziemia
I my się kręcimy
Inni nas lubią
gdy siebie lubimy
Najlepszym lustrem są inni ludzie
Gdy ich nie będzie przy nas
ulegniemy własnej ułudzie
Kiedy już w końcu dorosnę
zostanę marynarzem
Popłynę wielkim statkiem
ku lądom z moich marzeń.
Kiedyś będę strażakiem,
co gasi największe pożary.
Jeździ czerwonym wozem
odwagi ma bez miary.
Piękne to były marzenia
Niewinne i dziecięce
Chciałoby się tam wrócić
Pomarzyć trochę więcej.
Teraz inaczej to widzę
Mrzonki na bok odkładam
Na otoczeniu się skupiam,
Realizm w pełni mną włada.
Bez uprzedzenia
Bez zbędnego paplania jęzorem
Przyszły trzy kobiety
Pierwsza miała szpadel
Druga sznur, trzecia zaś worek.
Plan był doskonały
Dopracowany, iście szatański
Z wykonaniem było gorzej,
zaczęły się bowiem niesnaski.
O detale
Zaczęły od drobnej sprzeczki.
skończyło się rwaniem włosów.
Sznur poszedł na niteczki
Worka znaleźć nie sposób.
O szpadlu nie wspominając.
Gdzie kucharek sześć,
tam nie ma co jeść.
Przysłowie jak swiat stare.
Tu były trzy kobiety
nie dogadały się wcale
Tak to już bywa, niestety
Bo kobieta
dla innej kobiety
Jest największym koszmarem.
I niech ciemność zstąpi na ziemię
Niech wszystkim będzie źle
Niechaj piekło pochłonie to plemię
I niech wszyscy pokażą się
z tej najgorszej ich strony.
Nadeszła pora, by grzechy obnażyć
Juz myślą, że to koniec świata.
Tymczasem trzeba się zmierzyć i zważyć
z początkiem jesieni, z końcem lata.
Strach i chaos w mroku niezmierzonym.
Pocieszające jest tylko jedno.
I mówię to bez kozery
Że w całym tym zamieszaniu
jest moda na bycie szczerym
do bólu, bez opamiętania.
Rozsmakuj się w życiu
Lepszego daru nie zaznasz od losu,
że się pojawiłeś na świecie.
Potem może być tylko gorzej
lub lepiej.
Daj z siebie wszystko
co chcesz otrzymać w zamian.
Lecz nie proś o więcej
niż jest w stanie unieść
Twoje serce.
Dojrzewanie trwa całe życie.
Ciągle się uczymy czegoś nowego.
Każde doświadczenie czyni nas silnymi
Ból i zadowolenie, szczęście i cierpienie
płynie z każdej przeżytej chwili.
Tylko siebie nie zatracajmy
Bo czas ma to do siebie,
że płynie
dalej.